środa, 29 lutego 2012

Kózka skakała, a Owieczka nie.

Zaświeciło słońce, zrobiło się cieplutko i bardzo zachciało mi się pograć w klasy.

Koło mnie leżała sterta kamyków, więc schyliłam się, by podnieść jeden, wybrałam najlepszy i już, już miałam zacząć... kiedy zobaczyłam miny ludzi stojących koło mnie. Byłam na przystanku. Zrobiło mi się bardzo smutno.

Gdy tam, gdzie jest dużo ludzi, w klasy zaczyna grać moja pięcioletnia kuzynka, ludzie się uśmiechają, mówią do niej, podają jej kamyk, gdy spadnie im koło nogi. Gdy w klasy zaczynam, czy też chcę zacząć ja, oni wszyscy tylko robią dziwne miny i duże oczy, i dziwnie patrzą na mnie.

A jak grałam w klasy w miejscu-z-kafelkami, bo miałam czas i ochotę, a koło mnie były moje koleżanki, to pukały się w głowę i pytały dziwnie: "czy ty jesteś normalna?".

Chciałabym móc normalnie poskakać w klasy, kiedy mam na to ochotę, w miejscach-z-kafelkami albo w miejscach-z-fajnym-chodnikiem. I żeby nikt na mnie nie patrzył dziwnie.

Dlaczego ludziom, którzy nie są pięciolatkami, nie można grać w klasy?

Kamyk z przystanku mam w kieszeni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz