Zaświeciło słońce, zrobiło się cieplutko i bardzo zachciało mi się pograć w klasy.
Koło mnie leżała sterta kamyków, więc schyliłam się, by podnieść jeden, wybrałam najlepszy i już, już miałam zacząć... kiedy zobaczyłam miny ludzi stojących koło mnie. Byłam na przystanku. Zrobiło mi się bardzo smutno.
Gdy tam, gdzie jest dużo ludzi, w klasy zaczyna grać moja pięcioletnia kuzynka, ludzie się uśmiechają, mówią do niej, podają jej kamyk, gdy spadnie im koło nogi. Gdy w klasy zaczynam, czy też chcę zacząć ja, oni wszyscy tylko robią dziwne miny i duże oczy, i dziwnie patrzą na mnie.
A jak grałam w klasy w miejscu-z-kafelkami, bo miałam czas i ochotę, a koło mnie były moje koleżanki, to pukały się w głowę i pytały dziwnie: "czy ty jesteś normalna?".
Chciałabym móc normalnie poskakać w klasy, kiedy mam na to ochotę, w miejscach-z-kafelkami albo w miejscach-z-fajnym-chodnikiem. I żeby nikt na mnie nie patrzył dziwnie.
Dlaczego ludziom, którzy nie są pięciolatkami, nie można grać w klasy?
Kamyk z przystanku mam w kieszeni.