środa, 29 lutego 2012

Kózka skakała, a Owieczka nie.

Zaświeciło słońce, zrobiło się cieplutko i bardzo zachciało mi się pograć w klasy.

Koło mnie leżała sterta kamyków, więc schyliłam się, by podnieść jeden, wybrałam najlepszy i już, już miałam zacząć... kiedy zobaczyłam miny ludzi stojących koło mnie. Byłam na przystanku. Zrobiło mi się bardzo smutno.

Gdy tam, gdzie jest dużo ludzi, w klasy zaczyna grać moja pięcioletnia kuzynka, ludzie się uśmiechają, mówią do niej, podają jej kamyk, gdy spadnie im koło nogi. Gdy w klasy zaczynam, czy też chcę zacząć ja, oni wszyscy tylko robią dziwne miny i duże oczy, i dziwnie patrzą na mnie.

A jak grałam w klasy w miejscu-z-kafelkami, bo miałam czas i ochotę, a koło mnie były moje koleżanki, to pukały się w głowę i pytały dziwnie: "czy ty jesteś normalna?".

Chciałabym móc normalnie poskakać w klasy, kiedy mam na to ochotę, w miejscach-z-kafelkami albo w miejscach-z-fajnym-chodnikiem. I żeby nikt na mnie nie patrzył dziwnie.

Dlaczego ludziom, którzy nie są pięciolatkami, nie można grać w klasy?

Kamyk z przystanku mam w kieszeni.

sobota, 25 lutego 2012

Ja i... ja?

Ciekawe jakby to było, gdybym się widziała.

No bo ja to ja. Ale jak na mnie patrzą ludzie, to co widzą?
Jak patrzę na moje koleżanki i kolegów, i rodzinę, to widzę ich wszystkich, wszystkie miny i gesty. I czasem mnie bawią, czasem nie, ale to wszystko jest normalne przecież. Ciekawe, czy dla innych JA jako ja, którą oni wszyscy widzą, też jest normalna?

Bo przecież jak popatrzę w lustro to wciąż będę widziała tylko swoje odbicie. Zresztą w lustro się tylko zagląda czasami. A jakby to było, gdybym powiedzmy wyszła z siebie i popatrzyła na siebie z boku? Na swoje miny, gesty, zachowanie. I na swój wygląd.

Ciekawe, czy bym się sobie podobała. I czy bym siebie samą śmieszyła. I czy bym siebie samą lubiła.

Da się tak?

wtorek, 21 lutego 2012

"Gwiazdki błyszczą i migocą..."

Co robią gwiazdki w dzień?

Może się stroją na noc, kiedy będą wychodzić i pokazywać, jakie są ładne. Używają nabłyszczaczy, żeby świecić się jak najpiękniej, jak najmocniej. Nadymają tak śmiesznie poliki, robią dziwne miny do luster. A niektóre czeszą sobie warkocze!

A może nie, może w nocy błyszczą się tak po prostu. A w dzień śpią, bo straaasznie je te błyszczenie się męczy.

Albo bawią się w chowanego za chmurami. Albo w berka. A najbardziej to chyba w ciuciubabkę, kiedy zawiązują sobie nawzajem oczy i gonią się po caaaałym niebie. Ale jak słońce im powie, że zaraz się chowa, to muszą szybko przerwać zabawę i wrócić na swoje miejsce. Żeby ludzie się niczego nie domyślili. Bo co by to było, jakby na niebie zamiast Wielkiego Wozu pojawił się nagle Wielki Autobus?

Ciekawe, czy gwiazdki mają swoje "Top Model"? Albo nie! "Taniec z gwiazdami" i "Gwiazdy tańczą na lodzie"! (No co, przecież MUSZĄ mieć swoje lodowiska!)

Ale na pewno nam machają swoimi małymi, błyszczącymi rączkami. Tylko jesteśmy za daleko, żeby to zobaczyć. I jest im trochę smutno z tego powodu.

Na pewno.

poniedziałek, 20 lutego 2012

Słońce, słońce, słońce!

Tralalala, widzieliście słońce?

I nie rozumiem mojej mamy. "Przecież to jeden dzień, jeszcze może być zimno, śnieg spaść może..."

A dlaczego nie można się cieszyć ze słoneczka i ptaszków, nawet jednodniowych?

piątek, 17 lutego 2012

Dlaczego nie dlaczego?

Dlaczego wszyscy zwiewają i krzyczą na sam dźwięk pytania "dlaczego...?"

Moi rodzice odpowiadają mi czasem na takie pytania, ale jak pytam dalej to mówią, że zadaję głupie pytania. Albo odpowiadają "bo tak". Pani w szkole też.

A: Dlaczego ziewnęłaś?
B: Bo chce mi się spać.
A: Dlaczego?
B: Bo źle spałam w nocy.
A: Dlaczego?
B: Bo wypiłam za dużo kawy.
A: Dlaczego?
B: Ochhh, bo lubię kawę!
A: Dlaczego?
B: Skończ wreszcie zadawać te głupie pytania!

Słyszałam ostatnio od jakiejś mądrej pani, że gdyby nie pytania, nie byłoby filozofii i nauki. Nie wiem, może. Dla mnie świat nie byłby taki ciekawy.

Może zacznijmy bawić się w dlaczego?

A: Rozwaliłam sobie kolano.
B: Dlaczego?
A: Bo się potknęłam.
B: Dlaczego?
A: Bo szybko biegłam.
B: Dlaczego?
A: Bo gonił mnie wilk.
B: Dlaczego?
A: Bo ukradłam mu z nory śledzia.
B: Dlaczego?
A: Bo mnie pan Zając prosił.
B: Dlaczego?
A: Bo to był jego przyjaciel.
I tak dalej.

Ale nikogo to nie bawi. I nikt nie lubi takich pytań. Dlaczego?

czwartek, 16 lutego 2012

O maleńkich istotkach.

Dzisiaj zaatakował mnie śnieg.

A właściwie to chyba nie śnieg, raczej te maleńkie istotki, które wprost uwielbiają spadać z góry na płatkach śniegu, trochę tak jak ludzie lecący na spadochronach, tylko trochę inaczej. A jak spadną, to szybko zeskakują i chowają się pod te śniegowe sterty. Najbardziej lubią spadać na czapki, bo potem kolejnym zadaniem jest niespodziewane i szybkie ześlizgnięcie się na dół. Nie lubią za to wpadać ludziom do oczu i uderzać w twarze, bo brutalnie spadają ze śnieżek i niejedna już w takiej sytuacji skręciła sobie mały paluszek u nogi.

Lubią te istotki patrzeć, jak ludzie lepią bałwany. I jak rzucają się śnieżkami. Podoba im się to i trochę śmieszy, bo przecież to są ich zużyte śnieżynki podróżne, a ludzie robią z nimi taaaakie różne dziwne rzeczy!

A nocą, jak wszyscy już grzecznie śpią w swoich łóżeczkach, małe istotki, które cały dzień chowają się pod śniegiem, robią się straaaasznie śpiące. Proszą wtedy Pana Boga, żeby je wziął z powrotem do domu. I Pan Bóg, który bardzo lubi małe istotki i tęskni za nimi, i martwi się, czy któraś podczas podróży nie spadnie z płatka albo nie skręci paluszka, wyciąga swoją rękę i bierze je do siebie. Potem kładzie je do łóżek, otula kołderkami i cichutko wychodzi z pokoju, żeby tylko ich nie obudzić.

Niektóre kiedyś potem lecą jeszcze raz, inne postanawiają się już nie ruszać więcej z domu.

Kochane są te małe istotki. Obiecuję, że kiedyś uda mi się jakąś ładnie poprosić i ona mi się pokaże, i z nią porozmawiam!

środa, 15 lutego 2012

Problemy z modlitwą.

Moja siostra modli się na siedząco.

Zapytałam, dlaczego, skoro mówi do Pana Boga. Popatrzyła na mnie jak na idiotkę i powiedziała, że tak jest wygodniej, nie bolą kolana, łatwiej się skupić. I że Pan Bóg jest jej przyjacielem, więc co za różnica?

Mama zawsze mówiła, że modlić się powinno na klęcząco. I pani z religii też. No bo przecież Pan Bóg, to Pan Bóg.

I ja też myślę, że Pan Bóg to jednak Pan Bóg. I dalej nie rozumiem, dlaczego siostra modli się na siedząco.

Dorośli, zabawki i bajki.

Dorośli są dziwni.

Naprawdę nie rozumiem, dlaczego oni w ogóle się nie bawią! Praca, gotowanie, sprzątanie, spanie. Trochę telewizji, trochę komputera. Czasem się spotykają i piją alkohol, potem są weseli, dużo i głośno się śmieją. Ale wcale się nie bawią. Nie budują nic z klocków, nie skaczą na skakance, nie grają w "raz, dwa, trzy, baba jaga patrzy", nie bawią się lalkami. A jak już wreszcie się zgodzą pobawić z dziećmi, to szybko się nudzą.

I w ogóle nie potrafią wymyślać historii! Kiedyś bawiłam się klockami ze starszą siostrą. Chciałam pobawić się w bajkę o wróżkach, ale ona powiedziała, że jestem dziecinna i przestała się ze mną bawić. Dlaczego?

A bajki to chyba umie wymyślać tylko mój dziadek. Czasem wymyślamy razem i jest fajna zabawa. A tato na przykład wciąż opowiada te o Jasiu i Małgosi, Kopciuszku i Czerwonym Kapturku. A jak kiedyś go poprosiłam, żeby coś dla mnie wymyślił to powiedział, że wymyślam, i że lepiej poczyta mi książkę. A przecież ogląda tyyyyle filmów i musi umieć coś wymyślać! Mama sama mówi czasem, że tato potrafi wymyślić mnóstwo fantastycznych powodów, żeby nie iść z nami na zakupy. To chyba potrafi też wymyślić jakieś fantastyczne bajki!

Jeśli dorośli nie umieją się bawić i wymyślać bajek, to ja nie chcę być dorosła. To musi być straszliwie nudne.