Ratunku!
Chyba dorastam. Chyba coraz mniej rozmyślam. I coraz mniej patrzę.
A mama mówi, że zmarkotniałam.
Nie chcę dorastać!
Nie...
Nie dam się!
A jeśli się dam...?
Z perspektywy stołu,
czyli oczy dziecinnie szeroko otwarte.
niedziela, 24 listopada 2013
środa, 17 kwietnia 2013
O skarbach i byciu.
Moja siostra ostatnio kłóciła się z mamą.
To znaczy, wiecie, ona krzyczała na mamę, bo coś tam - normalne jak na "trudny wiek dojrzewania" (tak mówi moja babcia). No i mama powiedziała do niej:
- Ale skarbie...
A wiecie co ona na to?
- Nie jestem twoim skarbem!
I trzasnęła drzwiami pokoju.
A ja tak sobie myślę, że przecież jest mamowym skarbem. Bo skarb to coś, co ma się bardzo cennego i nie oddałoby się nikomu, prawda?
Więc my obie jesteśmy mamy skarbami.
A ona mówi, że nie jest, mimo że jest.
Czyli...
Jak się nie jest tym, kim się jest... To kim się jest?
środa, 5 września 2012
Nosy i zapachy.
Myślałam tak sobie ostatnio, jakby to było nie mieć nosa.
Ile zapachów by mnie ominęło!
Wieczorne lato.
Skradający się powoli deszcz.
Obiad, szczególnie gdy burczy w brzuszku.
Mój pysznie pachnący szampon.
Świeża pościel.
Mama, gdy się do niej przytulam.
I jesień. Nawet listki się jeszcze nie kolorują, nie chmuruje się, ciepło jest.
Ale pachnie już jesień.
No i bez nosów wyglądalibyśmy śmiesznie.
Fajnie jest oddychać. I wąchać.
Zakochać się w zapachach.
Ile zapachów by mnie ominęło!
Wieczorne lato.
Skradający się powoli deszcz.
Obiad, szczególnie gdy burczy w brzuszku.
Mój pysznie pachnący szampon.
Świeża pościel.
Mama, gdy się do niej przytulam.
I jesień. Nawet listki się jeszcze nie kolorują, nie chmuruje się, ciepło jest.
Ale pachnie już jesień.
No i bez nosów wyglądalibyśmy śmiesznie.
Fajnie jest oddychać. I wąchać.
Zakochać się w zapachach.
środa, 6 czerwca 2012
Deszszszcz.
"Kto to widział, żeby w czerwcu kupować rajstopy!" - powiedziała mama dzisiaj.
Moja siostra siedzi w pokoju i zrzędzi, bo mokro, bo pada, bo zimno, bo idzie na zakupy z przyjaciółkami, a w taką pogodę jej się nie chce, bo musi ubierać kurtkę i nie widać jej nowej bluzki.
A tata wrócił z pracy i poszedł spać, bo on nie umie w taką pogodę normalnie funkcjonować.
A ja?
Nie, nie ubrałam kaloszy i nie poszłam skakać po kałużach.
Nie, nie kręciłam się w deszczu.
Nie, nie wymyśliłam żadnej bajeczki o kropelkach.
Bo ja w sumie też nie lubię takiej pogody.
Ale stanęłam w szkole na przerwie w oknie.
I patrzyłam, jak ten kolorowy normalnie świat zrobił się szary i brzydki.
Na te brudne ulice.
Fuj.
Ale koło brudnych domów stały drzewa.
Zielone.
Lubię zielone drzewa.
I wiecie co?
One piły.
Trochę milej mi było wracać do domu przez te brudne, szare, deszczowe ulice.
czwartek, 24 maja 2012
Słowo o słowach.
Wczoraj podsłuchiwałam moją siostrę.
Tak, wiem, to brzydko i niegrzecznie. Mama zawsze mówi, że nie wolno podsłuchiwać jak dorośli rozmawiają. Ale moja siostra to moja siostra, a nie jakaś tam - dorosła. To chyba mogłam?
Rozmawiała przez telefon z I., swoją najlepszą przyjaciółką. To znaczy - jedną z sześciu najlepszych przyjaciółek (że niby wszystkie są najlepsze?). Opowiadała o tym, co ostatnio powiedział jej W., jej chłopak. Coś o tym, że ma piękne oczy, że nie umie bez niej żyć, że jest jego powietrzem. A ja siedziałam pod drzwiami jej pokoju i się śmiałam, to było takie głupie!
Ale to nie koniec! Potem moja siostra poszła do mamy i zapytała, czy ma jakieś stare listy miłosne od taty, bo przecież wszystkie mamy mają. Mama zaczęła się śmiać i przyniosła swoje pudełko-z-tajemniczymi-rzeczami, do którego nie możemy patrzeć, nawet gdy sprzątamy! Wyciągnęła z niego koperty i wszystkie trzy zaczęłyśmy czytać. Moja siostra ochała i achała, mówiła, że to taaaaaaaakie romantyczne. Mama się trochę uśmiechała, ale trochę. A ja się śmiałam, bo to było śmieszne, ale ja jeszcze jestem mała. Tato potem przyszedł i przeczytał coś, i też zaczął się śmiać, i śmialiśmy się oboje, więc tato może też jest jeszcze mały? Ale on powiedział, że teraz by tego tak nie napisał. Moja siostra się oburzyła, powiedziała, że wyrósł z romantyczności, czy coś takiego, a mama tylko patrzyła. Tata powiedział, że teraz powiedziałby...
No właśnie. Nie powiedział nic poza: "słowa są za małe". A ja chyba nie zrozumiałam, bo pobiegłam do mamy, krzycząc: "bo mamę trzeba ukochać!" i się do niej przytuliłam. Moja siostra spojrzała na mnie, jakby było jej mnie żal, a do taty powiedziała: "Ty w ogóle nie jesteś romantyczny! Powinieneś mamie mówić takie rzeczy, jakie do niej pisałeś!" A tato powiedział tylko jeszcze raz to samo, co wcześniej i też przytulił mamę. Moja siostra się oburzyła i poszła.
A ja potem myślałam. Czemu słowa są za małe? I kiedy są za małe? Da się je powiększyć? I czy są słowa w-sam-raz? A za duże też są? I czy słowa są w ogóle potrzebne?
Mojej siostrze są potrzebne. Ciekawe, czy są dla niej w-sam-raz. I tym wszystkim mądrym ludziom też są potrzebne. Ale nie wiem, czy nie są dla nich za duże. A tato też chyba ich potrzebuje. Mimo, że są dla niego za małe.
Ja też ich chyba potrzebuję. Ale dla mnie są kanciate.
A mamę i tak trzeba ukochać.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Kim? E tam. Czym!
Moja mama mówi do mnie czasem, zamiast po imieniu, "Skarbie".
Moja babcia nazywa mnie "Czarną perłą", siostra "Bałwanem", ciocia "Słoneczkiem", a koleżanki z klasy "Pestką".
A moja siostra ma wielbiciela (śmieszne, jak można się zakochać w mojej siostrze?), który mówi do niej "Cukiereczku", a ona zawsze się denerwuje i mówi, że nie jest żadnym cukiereczkiem.
Zapytałam się jej raz, czym jest.
Popatrzyła na mnie, zrobiła minę pod tytułem "znów zadajesz głupie pytania, kiedy wreszcie dorośniesz?", powiedziała: "Kaliną*, bałwanie, po co głupio pytasz?" i poszła.
Znowu mnie nie zrozumiała.
Gdybym zapytała "jak się nazywasz" albo "kim jesteś" mogłaby odpowiedzieć "Kaliną".
Ale ja zapytałam, czym jest.
Zaczęłam się zastanawiać, czym ja jestem.
Bo nie jestem ani skarbem, ani czarną perłą, ani bałwanem, ani słoneczkiem, ani nawet pestką. Tak mnie nazywają, a ja nimi nie jestem - bo jak mogłabym być naraz tym wszystkim?
Chciałam zapytać mamy, ale pomyślałam, że mama chyba nie będzie wiedziała. Bo dla niej jestem córeczką. A nie czymś.
A każdy musi być czymś, poza tym, że jest człowiekiem.
I chyba każdy musi wiedzieć, czym, prawda?
Kim jestem?
Człowiekiem, Owieczką.
Czym jestem?
Pstryczkiem w nos.
* Imię zmienione na potrzeby bloga.
sobota, 14 kwietnia 2012
Śladami śladów.
Ostatnio na drodze zostawiłam mokre ślady.
Weszłam w podeszczową kałużę, a potem zostawiałam plamy na chodniku.
A czasem zostawiam też ślady w piasku.
Ciekawe, czy te wyschnięte lub zasypane już piaskiem ślady zostają gdzieś tam w tym wszystkim?
I znaczą naszą drogę.
Pojedynczą. I wspólną.
Weszłam w podeszczową kałużę, a potem zostawiałam plamy na chodniku.
A czasem zostawiam też ślady w piasku.
Ciekawe, czy te wyschnięte lub zasypane już piaskiem ślady zostają gdzieś tam w tym wszystkim?
I znaczą naszą drogę.
Pojedynczą. I wspólną.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)