To znaczy, wiecie, ona krzyczała na mamę, bo coś tam - normalne jak na "trudny wiek dojrzewania" (tak mówi moja babcia). No i mama powiedziała do niej:
- Ale skarbie...
A wiecie co ona na to?
- Nie jestem twoim skarbem!
I trzasnęła drzwiami pokoju.
A ja tak sobie myślę, że przecież jest mamowym skarbem. Bo skarb to coś, co ma się bardzo cennego i nie oddałoby się nikomu, prawda?
Więc my obie jesteśmy mamy skarbami.
A ona mówi, że nie jest, mimo że jest.
Czyli...
Jak się nie jest tym, kim się jest... To kim się jest?
Myślę, że mówiąc do kogoś "skarbie" często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że mówimy rzeczywiście o kimś, kto jest dla nas skarbem. Wszystko to, co skrywamy w sercu jest naszym skarbem.
OdpowiedzUsuń