Moja mama mówi do mnie czasem, zamiast po imieniu, "Skarbie".
Moja babcia nazywa mnie "Czarną perłą", siostra "Bałwanem", ciocia "Słoneczkiem", a koleżanki z klasy "Pestką".
A moja siostra ma wielbiciela (śmieszne, jak można się zakochać w mojej siostrze?), który mówi do niej "Cukiereczku", a ona zawsze się denerwuje i mówi, że nie jest żadnym cukiereczkiem.
Zapytałam się jej raz, czym jest.
Popatrzyła na mnie, zrobiła minę pod tytułem "znów zadajesz głupie pytania, kiedy wreszcie dorośniesz?", powiedziała: "Kaliną*, bałwanie, po co głupio pytasz?" i poszła.
Znowu mnie nie zrozumiała.
Gdybym zapytała "jak się nazywasz" albo "kim jesteś" mogłaby odpowiedzieć "Kaliną".
Ale ja zapytałam, czym jest.
Zaczęłam się zastanawiać, czym ja jestem.
Bo nie jestem ani skarbem, ani czarną perłą, ani bałwanem, ani słoneczkiem, ani nawet pestką. Tak mnie nazywają, a ja nimi nie jestem - bo jak mogłabym być naraz tym wszystkim?
Chciałam zapytać mamy, ale pomyślałam, że mama chyba nie będzie wiedziała. Bo dla niej jestem córeczką. A nie czymś.
A każdy musi być czymś, poza tym, że jest człowiekiem.
I chyba każdy musi wiedzieć, czym, prawda?
Kim jestem?
Człowiekiem, Owieczką.
Czym jestem?
Pstryczkiem w nos.
* Imię zmienione na potrzeby bloga.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz