czwartek, 24 maja 2012

Słowo o słowach.

Wczoraj podsłuchiwałam moją siostrę.

Tak, wiem, to brzydko i niegrzecznie. Mama zawsze mówi, że nie wolno podsłuchiwać jak dorośli rozmawiają. Ale moja siostra to moja siostra, a nie jakaś tam - dorosła. To chyba mogłam?

Rozmawiała przez telefon z I., swoją najlepszą przyjaciółką. To znaczy - jedną z sześciu najlepszych przyjaciółek (że niby wszystkie są najlepsze?). Opowiadała o tym, co ostatnio powiedział jej W., jej chłopak. Coś o tym, że ma piękne oczy, że nie umie bez niej żyć, że jest jego powietrzem. A ja siedziałam pod drzwiami jej pokoju i się śmiałam, to było takie głupie!

Ale to nie koniec! Potem moja siostra poszła do mamy i zapytała, czy ma jakieś stare listy miłosne od taty, bo przecież wszystkie mamy mają. Mama zaczęła się śmiać i przyniosła swoje pudełko-z-tajemniczymi-rzeczami, do którego nie możemy patrzeć, nawet gdy sprzątamy! Wyciągnęła z niego koperty i wszystkie trzy zaczęłyśmy czytać. Moja siostra ochała i achała, mówiła, że to taaaaaaaakie romantyczne. Mama się trochę uśmiechała, ale trochę. A ja się śmiałam, bo to było śmieszne, ale ja jeszcze jestem mała. Tato potem przyszedł i przeczytał coś, i też zaczął się śmiać, i śmialiśmy się oboje, więc tato może też jest jeszcze mały? Ale on powiedział, że teraz by tego tak nie napisał. Moja siostra się oburzyła, powiedziała, że wyrósł z romantyczności, czy coś takiego, a mama tylko patrzyła. Tata powiedział, że teraz powiedziałby...


No właśnie. Nie powiedział nic poza: "słowa są za małe". A ja chyba nie zrozumiałam, bo pobiegłam do mamy, krzycząc: "bo mamę trzeba ukochać!" i się do niej przytuliłam. Moja siostra spojrzała na mnie, jakby było jej mnie żal, a do taty powiedziała: "Ty w ogóle nie jesteś romantyczny! Powinieneś mamie mówić takie rzeczy, jakie do niej pisałeś!" A tato powiedział tylko jeszcze raz to samo, co wcześniej i też przytulił mamę. Moja siostra się oburzyła i poszła.

A ja potem myślałam. Czemu słowa są za małe? I kiedy są za małe? Da się je powiększyć? I czy są słowa w-sam-raz? A za duże też są? I czy słowa są w ogóle potrzebne?

Mojej siostrze są potrzebne. Ciekawe, czy są dla niej w-sam-raz. I tym wszystkim mądrym ludziom też są potrzebne. Ale nie wiem, czy nie są dla nich za duże. A tato też chyba ich potrzebuje. Mimo, że są dla niego za małe. 

Ja też ich chyba potrzebuję. Ale dla mnie są kanciate.

A mamę i tak trzeba ukochać.

2 komentarze:

  1. Uwielbiam Twoje przemyślenia. Zresztą, czego innego można było się spodziewać? :)
    Rozbawił mnie fragment "to było takie głupie!", tak jakoś mimowolnie mi się wyobraził. ^^
    Napisałaś bardzo ważną rzecz. Słowa są potrzebne, dobre słowa są szczególnie potrzebne... Trzeba umieć je wyrażać i znać ich wartość.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Zjawiskowy:

    Myślę, że fragment wyobraził Ci się całkiem słusznie ;)

    Słowa są potrzebne, ale są trudne, trzeba umieć je ugłaskać. Trochę jak pieski, które witają Cię, gdy przychodzisz do domu, merdają z radości ogonami, ale dopiero wtedy, kiedy je oswoisz.
    I też tak jak pieski - nie zawsze wystarczają. Piesek nie zastąpi prawdziwego przyjaciela. Słowa też nie zastąpią przytulenia mamy.

    Pozdrawiam, mój wytrwały czytelniku! ;)

    OdpowiedzUsuń