środa, 6 czerwca 2012

Deszszszcz.

"Kto to widział, żeby w czerwcu kupować rajstopy!" - powiedziała mama dzisiaj.

Moja siostra siedzi w pokoju i zrzędzi, bo mokro, bo pada, bo zimno, bo idzie na zakupy z przyjaciółkami, a w taką pogodę jej się nie chce, bo musi ubierać kurtkę i nie widać jej nowej bluzki.

A tata wrócił z pracy i poszedł spać, bo on nie umie w taką pogodę normalnie funkcjonować.

A ja?
Nie, nie ubrałam kaloszy i nie poszłam skakać po kałużach.
Nie, nie kręciłam się w deszczu.
Nie, nie wymyśliłam żadnej bajeczki o kropelkach.
Bo ja w sumie też nie lubię takiej pogody.

Ale stanęłam w szkole na przerwie w oknie.
I patrzyłam, jak ten kolorowy normalnie świat zrobił się szary i brzydki.
Na te brudne ulice.
Fuj.
Ale koło brudnych domów stały drzewa.
Zielone.
Lubię zielone drzewa.
I wiecie co?
One piły.

Trochę milej mi było wracać do domu przez te brudne, szare, deszczowe ulice.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz