wtorek, 27 marca 2012

O wietrze.

Próbowałam dzisiaj zobaczyć wiatr.

No bo w sumie to rozumiem, że nie widać powietrza, w końcu właściwie też go nie czuć, nie słychać i jest niedotykalski.
Ale wiatr?
Słyszę jak szszszszumi. Sam w sobie. I w liściach. I na tych śmiesznych balkonowych kliklakach.
Czuję go na buzi. Albo mnie otacza ciepłem, albo bije zimnością.
I pachnie. Czasem deszczowo. Latem trawą i kwiatkami. Zimą śniegiem. W niektórych miejscach wsią.
Nawet czasami smakuje. Szkoda, że spalinami.

Ale nie widziałam jeszcze wiatru. I chciałam go zobaczyć.
W szkole na plastyce malowaliśmy obrazki i chciałam się dowiedzieć, jak narysować wiatr. Pani na mnie dziwnie popatrzyła, ale pokazała mi - narysowała trzy kreski.
Ale wiatr przecież nie wygląda jak kreski!

Próbowałam więc go podejrzeć, gdy wracałam ze szkoły. Pomyślałam sobie, że może się ukrywa, nie chce zdradzić swojego wyglądu, żebyśmy mu nie robili zdjęć. Nie lubi być sławny.

Ale nie zobaczyłam go. Widziałam poruszane przez niego gałęzie. I włosy tej pani spod czwórki. I lecący liść.
Jego samego nie zobaczyłam.

A może tylko go nie poznałam?

poniedziałek, 19 marca 2012

Gdybalnica egzystencjalna.

Co by było, gdybym nie urodziła się człowiekiem?

Dajmy na to - byłabym kotem. Ludzie by mnie głaskali i drapali za uchem, ja miałabym ich w nosie, a oni i tak by mnie kochali. Nie musiałabym się męczyć, karmiliby mnie. Chyba że byłabym bezdomnym kotem, to wtedy miałabym pewnie ciężkie życie. Ale właśnie - myślałabym, czy nie? Bo zwierzęta nie myślą, tak? To co robią? W sensie jakie to uczucie - nie myśleć? Ale tak w ogóle, zupełnie, nie tylko czasami! Tak sobie żyć, być, chodzić, jeść, spać, i w ogóle nie myśleć, o niczym zupełnie, nie umieć myśleć. Przecież się nie da!

No chyba że ktoś umie?

A inaczej - co by było, gdybym urodziła się jako córka mojej sąsiadki?

Byłabym sobą czy już raczej nie? Myślałabym jak ja, czy raczej jak ta dziwna K., córka sąsiadki? Bardziej lubiłabym udawać dorosłą? Zadawałabym pytania? Wierzyłabym w Pana Boga? Lubiłabym moją mamę? Miałabym te same koleżanki?

A gdybym urodziła się jako córka mojej mamy i taty, i siostra mojej siostry, ale sto lat temu? Chciałabym, żeby była niepodległość, czy uważałabym, że tak nam dobrze jest, czy raczej w ogóle bym o tym nie myślała? Walczyłabym w wojnie jak tylko dawałabym radę? Co bym robiła, gdybym nie miała Internetu, telewizji, komórki? A gdybym nie chodziła do szkoły i nie umiała nawet czytać? I czy byłabym takim samym człowiekiem jak teraz?

Chyba lubię być sobą. Teraz.

poniedziałek, 12 marca 2012

Jak należy?

Moja siostra ma tendencję do mówienia mi: "zachowuj się jak należy". Mama czasem też.

Zastanawiam się, jak to jest: "jak należy"?

No bo mama mówi tak, jak jestem z nią w sklepie i zaczynam chować się między półkami. A siostra za każdym razem, gdy z nią gdzieś wychodzę. Nawet jak zachowuję się grzecznie, czyli nie wskakuję w kałuże, nie skaczę po płytkach chodnikowych i nie zaczepiam ludzi, a tylko rzucam przed siebie jarzębinę albo omijam płytki z jakąś literką, to i tak nie zachowuję się "jak należy".

A na przykład jak jestem z kolegami i koleżankami na dworze to już nie mogę się zachowywać "jak należy", bo wszyscy się na mnie dziwnie patrzą. I nawet mama wtedy mówi, że się zachowuję dziwnie.

No to: dziwnie czy "jak należy"?

Od czego zależy, czy akurat mam się zachowywać "jak należy"?

Od ilości dorosłych? Bo wydaje mi się, że im ich więcej, tym bardziej powinnam się zachowywać "jak należy". Dlaczego dorośli nie lubią, jak się nie zachowuję "jak należy"? A właściwie to czy oni się zachowują "jak należy"? Jak się kłócą w kolejce do kasy, albo nie zatrzymują się na pasach, albo krzyczą na inne dzieci biegające po sklepie. Kłócenie i krzyczenie już jest "jak należy"?

Skąd oni wszyscy wiedzą, co jest "jak należy"?

Chyba że chodzi im o zachowywanie się jak Należy. Może był kiedyś jakiś pan Należy, i wszyscy chcą go naśladować. To wtedy to nabiera sensu.

Ależ ten Należy musiał być dziwnym, nudnym, smutnym facetem...